W tym rozdziale postanowiłam, że nie będe mówiła o przeciętnym dniu w Akademiku. Raczej o polekcyjnej wizycie nowego przyjaciela. Chyba wiadomo o kim mowa... Oczywiście o Alexie. Niby Claudia w dawnym High School prawie z nim nie rozmawiała, ale teraz w Akademiku się nieco do siebie zbliżyli. Kolejny plus nowej szkoły! Dziewczyna westchnęła, że za niecałe półtora miesiąca, będzie musiała wrócić. Rzecz jasna cieszyła ją myśl, że zobaczy Simone, Elizabeth, Rosalie i inne przyjaciółki, ale Akademik także wydawał się wspaniały. Mimo, że wcześniej, w chorobie uważała go za okropne miejsce. Po powrocie ze szkoły Claudia od razu zadzwoniła do Alexa. Wpisała numer, który podała jej Nicole i kliknęła ikonkę z telefonem. Po kilku minutach dziewczyna usłyszała dziwny głos.
- Kto mówi? Słucham.
- Claudia. Czy to ty Alex?
- Alex jest chory, zapytam się czy może porozmawiać z Tobą. - odpowiedział głos.
- W porządku. - odrzekła Claudia.
Po chwili usłyszała zakatarzony, lecz znajomy głosik.
- Cześć Claudia, ech jestem chory i źle się czuję...
- No to wracaj do zdrowia.
- Dzięki. Chciałbym Cię odwiedzić, to by mi dodało trochę otuchy i humorku.
- Zapraszam! - krzyknęła z wielką radością dziewczyna czując, że właśnie tego pragnęła.
- Ale nie chcę Cię zarazić. Może kiedy indziej.
- Proszę, dla Ciebie mogę znieść każdą chorobę. - przekonywała Claudia błagalnie.
- Nie, na prawdę to nie jest dobry moment na odwiedziny. - mówił Alex.
- No dobra, nie będe się z Tobą sprzeczać... Masz w zasadzie rację...
- Jak wieczorem poczuję się lepiej, zadzwonię i się umówimy. Obiecuję. - powiedział chłopak, by rozweselić Claudię.
- Okej. No to w takim razie do zobaczenia! - zakończyła Claudia, trochę weselszym tonem.
- Pa!
Nie wiedziała co za bardzo teraz porobić. Czuła radość i jednocześnie rozbicie, bo wolałaby spotkać się z Alexem od razu. Ale okej, jak mus to mus. Uchyliła drzwi balkonu w pokoju babci (dla przypomnienia napiszę, że podczas pobytu w Londynie, dziewczyna zamieszkiwała londyński dom dziadków) i zaczęła się wpatrywać w ogródek pełen niesamowitych kolorów. Wyobrażała sobie, iż był to zarys wspólnych chwil Claudii i chłopaka. Patrzyła w ogród jak zahipnotyzowana, ale babcia zajrzała do pokoju i zawołała.
- Nie wiedziałam, że aż tak podoba Ci się mój ogród! Dziękuję Claudio.
- Ależ tak, jest bardzo ładny. Podoba Mi się. - mówiła dziewczyna zakłopotana. Tak na prawdę, nie chodziło o ogród. Zamknęła drzwi balkonowe i wyszła z pokoju. Postanowiła poczytać trochę. Jej ulubioną książką była "Ania z Zielonego Wzgórza". Lubiła też książki z serii "Magiczne Drzewo" i wiele innych. Jej mama Josephine mówiła żartobliwie do córki "Claudio, ty nie czytasz tych książek, lecz je wprost pożerasz!". Faktycznie Claudia bardzo szybko czytała książki, ale to zależało od tematu danej lektury. Nie przepadała za "Harry'm Potter'em" i innymi w tym stylu. Simone zawsze ją do takich przekonywała, ale z reguły jej się to nie udawało. Claudia ich nie lubiała i już. Nigdy przedtem w tej opowieści nie pisałam nic o ogólnym charakterze i wyglądzie głównej bohaterki. Więc tak, Claudia była osobą rezolutną, miała dobre oceny, lecz z matematyką szło jej trochę słabiej. Większość czasu od początku podstawówki, spędziła z Simone. Stały się one najlepszymi BFF (Best Friends Forever, ang. Najlepsze przyjaciółki na zawsze) już w pierwszej klasie. Oprócz rezolutnością darzyła się również troskliwością. Gdy ktokolwiek był chory lub zraniony już chciała tę osobę odwiedzić i poprawić jej nastrój. Oczywiście miała też nieco gorsze cechy - wady np. lenistwo i długie przesiadywanie przed komputerem czy smartfonem. Była szatynką, ale nie miała, aż tak mocnych, brązowych włosów. Standardowe błękitne oczy, a nad nimi brwi w kolorze włosów. Roześmiana i zarumieniona twarz. Dobrze, kontynuujemy rozdział.
Claudia siegnęła do starej biblioteczki z książkami babci, gdzie znajdowały się jej ukochane lektury. Zaczęła wszystkie przeglądać, nie mogąc się zdecydować, którą wybrać. W końcu wzięła "Mary Poppins" - jedną z książek dzieciństwa. Nie biorąc kolejnego tchu zaczęła czytać na głos. Mama Josephine zaglądnęła do pokoiku, patrząc z podziwem na córkę. Książki zawsze potrafiły poprawić córce humor, zresztą jej też. Matka wsłuchiwała się w bajkę jak dziecko. Nie minęły dwie godziny, a książka była przeczytana. Dla Claudii ten czas minął jak około trzydziestu minut. Opowieść była wciągająca. Odłożyła książkę na łóżko i z westchniem popatrzyła na komórkę. Była dopiero 15:12, więc jeszcze długo do wieczora. Może przedzwonienie do Nicole, poprawiło by jej nastrój? Sięgneła po telefon, po czym kliknęła zdjęcie Nicole. Przyłożyła komórkę do ucha. Po długim czekaniu w końcu usłyszała kogoś w słuchawce. Nie była to przyjaciółka, lecz ktoś, kto na pewno był dorosły. W tle słychać było głośny szum, a osoba biorąc głęboki oddech zaczęła.
- Nicole jest w szpitalu, do widzenia.
Po czym gwałtownie rozłączyła się. Nicole w szpitalu? Claudia zaczęła się wyraźnie niepokoić. Koleżanka była zdrowa i dobrze się czuła w szkole, a tu nagle takie coś? Nie wiedziała już co powiedzieć, w pewnym momencie pomyślała, że świat zaatakowała jakaś epidemia. Ona była chora, Alex jest chory, teraz Nicole? W szpitalu było pewnie mnóstwo wirusów i bakterii, więc wahała się trochę przed odwiedzinami przyjaciółki, w końcu jednak postanowiła, że ją odwiedzi. W końcu nie miała nic do roboty. Zjechała po poręczy schodów (w ten sposób, szybciej znajdowała się na dole), powiedziała, że jedzie do szpitala, ubrała polarową bluzę, wzięła torbę i wyszła. Mama chciała się jeszcze coś o nią zapytać, ale Claudia była już w drodze do szpitala. Dręczyło ją pytanie co się stało przyjaciółce. Przed wejściem do szpitala stała jakaś pielęgniarka i powiedziała.
- Aby wejść do szpitala należy ubrać fartuch i maskę. Inaczej nie wpuszczamy.
- Ale ja nie jestem tutaj do pracy, chciałabym odwiedzić przyjaciółkę. - odpowiedziała zakłopotona Claudia.
- To nie ma znaczenia, w szpitalu są bakterie, i żeby nie zachorować musisz ubrać maskę i fartuch.
- Ale nie mam ani maski, ani fartucha. - rzekła zmartwiona dziewczyna.
- Thalia, czyli ta pielęgniarka stojąca tam - w tym momencie kobieta wskazała palcem na panią stojącą po przeciwnej stronie - rozdaje maski i fartuchy.
- Okej. - powiedziała Claudia idąc w stronę Thalii. Pielęgniarka jakby wszystko usłyszała, bez słowa wręczyła dziecku maskę i fartuch. Dziewczyna ubrała je zwinnie i weszła do budynku. Tak dawno w tym ponurym miejscu nie była. Wszędzie biegający lekarze, co chwila jakiś człowiek jedzie na operację, i czasem też ktoś umiera. Nie wiedziała gdzie za bardzo znajduje się Nicole. Podeszła do recepcjonistki szpitalnej i zapytała.
- Powie mi pani na jakim oddziale, i w której sali znajduje się Nicole Barry?
- Zaczekaj, aha już pamiętam, Nicole dzisiaj przyjechała do szpitala i zawieźli ją na oddział, podajże pediatryczny, gdyż zachorowała na grypę, która z początku wydaje się niegroźna, tak naprawdę jest poważna i potrzebuje obserwacji. A sala to numer 132.
- Dobrze, dziękuję.
Dziewczyna ruszyła na pierwsze piętro. Dobrze wiedziała gdzie jest oddział pediatryczny. Podchodziła do każdych drzwi patrząc na ich numer. W końcu znalazła właściwą salę i po cichutku weszła. Nicole spała, a obok siedziała lekarka mierząc jej temperaturę. Była widocznie zmartwiona pokazanym na termometrze wynikiem. Dopiero teraz zobaczyła Claudię i szepnęła.
- Ona jest poważnie chora. Ma gorączkę 41 stopni Celsjusza. Podobno zaraziła się od najlepszej przyjaciółki - jakiejś Claudii Smith.
Claudia nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nicole zaraziła się od niej? Jak to możliwe, przecież Claudia przyszła do szkoły zdrowa! Teraz już niczego z tego nie rozumiała... Bez słowa wyszła z pokoju zatrzaskując drzwi. Nie miała ochoty już w ogóle się z nikim spotykać. Czuła też jak do jej oczu nadpływają łzy. Nicole cierpiała z jej winy. Weszła na klatkę schodową, jak najszybciej mogła zeszła i wybiegła z płaczem ze szpitala. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Przed budynkiem stała jej matka. Była ona dość niezadowolona. Krzyknęła z niepohamowaną złością.
- Claudio, jak tak można! Niedawno byłaś chora, i co? Idziesz z niewiadomych przyczyń do szpitala! Jeśli jutro obudzisz się z gorączką to już nie będzie mnie to obchodziło. Pojadę do pracy tak jak zwykle.
- Mamo, nie czas na sprzeczki. Nicole Barry ma poważną grypę, i mówi, że to z mojej winy! A ja przecież wróciłam do szkoły zdrowa, czyż nie tak?
- Co? Co to znaczy z Twojej winy? Nawet gdybyś ją niecelowo zaraziła, np. przez podanie sobie rąk, nie byłaby to Twoja wina. Poza tym nie mogłaś jej zarazić, gdyż jesteś już zdrowa, i podkreślam, że ty nie miałaś grypy. Jeśli ta Twoja koleżanka tak o Tobie mówi, nie wiem czy jest ona koleżanką.
- Dokładnie tak samo myślę. Cieszę się, że mnie rozumiesz, mamo. Nie wiem co robić, czemu wszystkie przykre zdarzenia kręcą się wokół mnie? - Claudia w tym momencie jest bliska kolejnego napadu szlochu.
- Tylko nie płacz, i przestań o tym myśleć. Pogadam z mamą Nicole i wszystko się wyjaśni.
- Wątpię w to, mamo. Ona jest okrutną, i surową kobietą. Widziałam na własne oczy, gdy ciągnęła córkę za jej ogniste włosy oraz była wściekła na nią z niewiadomych przyczyn.
- Są matki łagodne i matki surowe, Claudio. Mama Nicole należy do tej drugiej grupy. Lecz to wcale nie świadczy o tym, że nie kocha swojej córki i w głębi duszy nie jest dobrym człowiekiem. Rozumiesz?
- Tak. Aczkolwiek właśnie mama Nicole będzie bronić córki, nawet nie chcąc posłuchać prawdziwych wyjaśnień. Sądzę, iż będzie tak napewno.
- Skarbie, jeszcze zobaczymy. Może lepiej do niej zadzwonić? Byśmy omówiły sprawę wcześniej.
- Rób jak chcesz. Masz tu telefon. - w tym momencie Claudia podaje komórkę mamie.
Mama klika ikonę mamy Nicole. Czeka długo, aż w końcu słyszy zdenerwowany głos w słuchawce:
- No co? Twój bachor zaraził mi córkę! Masz mi jeszcze coś do powiedzenia?
- Ma Claudunia nikogo nie zaraziła. Nie miała żadnej grypy, który ma teraz Twój bachor, jak już mamy się w taki brutalny sposób odzywać.
- Tak? Podobno Claudia kaszlała specjalnie na Nicole, żeby Nicoluś była chora. Taka dobra z niej przyjaciółka?
- Kaszlała, chyba Twoja córka coś sobie wymyśliła! Daj mi ją do telefonu jeśli nie śpi.
- Zobaczysz, Josephine, że nie kłamię!
Po chwili w słuchawce mama Claudii słyszy dziecięcy głos Nicole:
- Tak? Co się stało, P. Josephine?
- Podobno mówiłaś, że Claudia kaszlała na Ciebie celowo, tak?
- Nie, nic takiego nie powiedziałam! Fałszywie mnie pani osądza!
- Do widzenia. Z waszą rodziną nie sposób się dogadać. - zakończyła rozmowę P. Josephine odkładając telefon córki na stół. Westchnęła głęboko czując, że tym razem nerwy jej puszczają, aby rozwiązać tą sytuację. Przez te wszystkie gadaniny, w końcu nadszedła godzina wieczorna, 17:00. Claudia usłyszała dźwięczną muzykę, informującą o połączeniu. To Alex! Szybko odebrała i przyłożyła telefon do ucha.
- Mam katar, apsik. Przepraszam, nie możemy się spotkać.
Claudia usłyszała w tym jednakże sztuczne kichanie. Było ciche, i dosyć dziwne. Brzmiało jakby ktoś powiedział "apsik", bez żadnego "aaa", a dopiero później "psik".
- Ej, Alex! Jesteś zdrów!
- Wcale nie! Jestem chory, tak...
- Powiedz prawdę! Zrozumiem, jeśli nie chcesz się ze mną spotkać! - krzyknęła Claudka bliska płaczu.
- Uspokój się, kochana! Masz rację, nie jestem chory, znaczy jestem, ale to tylko katar i kaszel. Właściwie wybieramy się do lekarza. Eeee, a może...
- Przestań kłamać! Wymyślasz, aby wywinąć się z wizyty! Już dużo musiałam się dziś napłakać. Proszę, abyś nie wywoływał u mnie kolejnego napadu płaczu!
- Nie płacz, ani nie szlochaj. Być może już jutro się spotkamy, a może i dziś...
Chat blogowy
wtorek, 8 marca 2016
sobota, 5 marca 2016
Spotkanie Alexa,
Witam wszystkich! Nie było mnie strasznie długo, ale dobrze, teraz mam czas, bo jest sobota. Nie wybrałam niczego z zaproponowanych przeze mnie wcześniej tematyk na rozdział. Myślę, że tytuł "Spotkanie Alexa" będzie okey. Więc zaczynamy!
Claudia w końcu wyzdrowiała. Nie chodziła do szkoły przez dwa tygodnie. Zawsze gdy matka posyłała ją do szkoły, Claudia wracała do domu z powodu gorączki 39 Stopni i nie tylko. Teraz była już ostatecznie zdrowa. Pożegnała się z mamą, trzymając na ramieniu torbę i weszła do budynku. Od razu zauważyła ją Nicole, i zaczęła dopytywać "Co się stało?", "Czemu nie byłaś w szkole?". Claudia zawsze odpowiadała to samo "Byłam chora, i już". Nauczycielka chodząc zmartwiona po korytarzu nagle zauważyła Claudię i rzekła.
- O, dzień dobry, Claudio! W końcu zdrowa!
- Tak, nareszcie. Zawsze miałam gorączkę, a dzisiaj już wszystko dobrze. - odpowiedziała Claudia.
- To wspaniale! Dzisiaj mamy małą kartkówkę z rysunków. Mam nadzieję, że się nauczyłaś.
- Tak nauczyłam, bo Nicole do mnie zadzwoniła. Jesteśmy bardzo zżyte.
- No to wszystko układa się jak być powinno! Cudownie! - zakończyła Nauczycielka i odeszła.
Claudia chwyciła dłoń Nicole i obie poszły do swojej tajemnej kryjówki. Była nią piwnica szkolna, gdzie znajdowała się biblioteka. Ale do biblioteki było osobne wejście, więc nikt nigdy nie odnalazł Nicole i Claudii. Usiadły na zakurzonych schodkach i zaczęły o czymś rozmawiać. Wtem zadzwonił bardzo głośny dzwonek na lekcję. Zaczęły szybko biec, ale Claudia potknęła się o kogoś tornister i poczuła pulsujący ból w nodze. Nicole próbowała jej pomóc, ale Claudia nie potrafiła wstać. Nicole spieszyła się na lekcję, więc zostawiając przyjaciółkę pobiegła do klasy. Claudia poczuła jeszcze większy ból. Nie był to jednak ból w nodze, tylko w sercu. Nicole ją zostawiła na pastwę losu... Czekając z nadzieją, że koleżanka poszła po pomoc i zaraz tutaj przyjdzie Claudia spędziła 10 minut. Potem niestety straciła nadzieję. Spróbowała się podnieść i ujrzała kogoś o znajomej twarzy. Szedł korytarzem. Zbliżał się do niej, może mógłby jej pomóc? Tajemniczy chłopak zobaczył Claudię, po czym krzyknął zdumiony.
- Rany boskie! Czy to ty? Czekaj pomogę Ci.
Próbował pomóc wstać dziewczynie, ale ją za bardzo bolała noga. W końcu wziął ją na ręce, gdyż był o rok starszy.
- Do której klasy chodzisz, gdzie Cię zanieść? - zapytał.
- Do piątej. I, czy ty masz na imię Alex? - powiedziała nieśmiało Claudia.
- Wiedziałem, że się znamy! Tak, mam na imię Alex. - rzekł.
- To wspaniale. Alex, czy po naszym rozstaniu w szkole, zapisałeś się od razu do Akademika?
- Tak, Claudio. Ale nie gadajmy tyle, bo spóźnisz się na lekcję. - powiedział roześmiany chłopak.
- A ty... Nie masz lekcji? - dziewczyna nie mogła się powstrzymać od zadawania pytań.
- Wiesz przyszłem do szkoły, po książki do plastyki, bo jestem lekko chory. Wymiotuję. Jeszcze Cię zarażę.
- Ja dzisiaj przyszłam pierwszy raz do szkoły po chorobie. Nie zarazisz, spokojnie.
- Jesteśmy przy klasie piątej. Dasz radę wejść, no to pa! - zakończył Alex, gdy znaleźli się przy klasie.
- Paa... - szepnęła dziewczyna wchodząc do pokoju.
W klasie wszyscy na nią patrzyli ze zgrozą (?). Jakby miała na sobie ubraną sukienkę w kolorze zgniłego jabłka, czy coś takiego. Nauczycielka podeszła do Claudii z wściekłą miną.
- Claudia! - odezwała się w końcu kobieta. - Spóźniłaś się na lekcję, gadając z Alexem? - dodała.
- Bolała mnie noga, potknęłam się na... - zaczęła dziewczyna, ale nauczycielka jej przerwała.
- Tylko nie wymyślaj, dosyć wymówek! Dostajesz trójkę z zachowania. Dałabym Ci jedynkę, ale nie będe, aż taka surowa.
Ale nagle Nicole zawołała.
- Pani, ona ma rację. Potknęła się na korytarzu o plecak Camila, a ja jej nie pomogłam.
- Nicole, czemu nic nie powiedziałaś? Wiesz, chyba to Tobie dam tą trójkę. - rzekła nauczycielka.
- To niczyja wina, proszę mi wybaczyć. Róbmy kartkówkę, okej? - próbowała się bronić Nicole.
- Hmm... No dobrze, ale jeśli kłamiesz nie ujdzie Ci to na sucho.
Claudia odetchnęła z ulgą. Nicole jednak była przyjaciółką i to jaką! Na przerwie pogadały w tajemnej kryjówce o Alexie. Ten cały dzień był niezwykły. Po lekcjach Claudia zadzwoniła do Alexa. Nie odbierał. W tym momencie dziewczyna przypomniała sobie, że mówił o tym, że jest chory. Zabrała się do lekcji, a potem do głowy przyszła jej myśl. "Ta szkoła, nie jest, aż taka zła, jak myślałam."
Claudia w końcu wyzdrowiała. Nie chodziła do szkoły przez dwa tygodnie. Zawsze gdy matka posyłała ją do szkoły, Claudia wracała do domu z powodu gorączki 39 Stopni i nie tylko. Teraz była już ostatecznie zdrowa. Pożegnała się z mamą, trzymając na ramieniu torbę i weszła do budynku. Od razu zauważyła ją Nicole, i zaczęła dopytywać "Co się stało?", "Czemu nie byłaś w szkole?". Claudia zawsze odpowiadała to samo "Byłam chora, i już". Nauczycielka chodząc zmartwiona po korytarzu nagle zauważyła Claudię i rzekła.
- O, dzień dobry, Claudio! W końcu zdrowa!
- Tak, nareszcie. Zawsze miałam gorączkę, a dzisiaj już wszystko dobrze. - odpowiedziała Claudia.
- To wspaniale! Dzisiaj mamy małą kartkówkę z rysunków. Mam nadzieję, że się nauczyłaś.
- Tak nauczyłam, bo Nicole do mnie zadzwoniła. Jesteśmy bardzo zżyte.
- No to wszystko układa się jak być powinno! Cudownie! - zakończyła Nauczycielka i odeszła.
Claudia chwyciła dłoń Nicole i obie poszły do swojej tajemnej kryjówki. Była nią piwnica szkolna, gdzie znajdowała się biblioteka. Ale do biblioteki było osobne wejście, więc nikt nigdy nie odnalazł Nicole i Claudii. Usiadły na zakurzonych schodkach i zaczęły o czymś rozmawiać. Wtem zadzwonił bardzo głośny dzwonek na lekcję. Zaczęły szybko biec, ale Claudia potknęła się o kogoś tornister i poczuła pulsujący ból w nodze. Nicole próbowała jej pomóc, ale Claudia nie potrafiła wstać. Nicole spieszyła się na lekcję, więc zostawiając przyjaciółkę pobiegła do klasy. Claudia poczuła jeszcze większy ból. Nie był to jednak ból w nodze, tylko w sercu. Nicole ją zostawiła na pastwę losu... Czekając z nadzieją, że koleżanka poszła po pomoc i zaraz tutaj przyjdzie Claudia spędziła 10 minut. Potem niestety straciła nadzieję. Spróbowała się podnieść i ujrzała kogoś o znajomej twarzy. Szedł korytarzem. Zbliżał się do niej, może mógłby jej pomóc? Tajemniczy chłopak zobaczył Claudię, po czym krzyknął zdumiony.
- Rany boskie! Czy to ty? Czekaj pomogę Ci.
Próbował pomóc wstać dziewczynie, ale ją za bardzo bolała noga. W końcu wziął ją na ręce, gdyż był o rok starszy.
- Do której klasy chodzisz, gdzie Cię zanieść? - zapytał.
- Do piątej. I, czy ty masz na imię Alex? - powiedziała nieśmiało Claudia.
- Wiedziałem, że się znamy! Tak, mam na imię Alex. - rzekł.
- To wspaniale. Alex, czy po naszym rozstaniu w szkole, zapisałeś się od razu do Akademika?
- Tak, Claudio. Ale nie gadajmy tyle, bo spóźnisz się na lekcję. - powiedział roześmiany chłopak.
- A ty... Nie masz lekcji? - dziewczyna nie mogła się powstrzymać od zadawania pytań.
- Wiesz przyszłem do szkoły, po książki do plastyki, bo jestem lekko chory. Wymiotuję. Jeszcze Cię zarażę.
- Ja dzisiaj przyszłam pierwszy raz do szkoły po chorobie. Nie zarazisz, spokojnie.
- Jesteśmy przy klasie piątej. Dasz radę wejść, no to pa! - zakończył Alex, gdy znaleźli się przy klasie.
- Paa... - szepnęła dziewczyna wchodząc do pokoju.
W klasie wszyscy na nią patrzyli ze zgrozą (?). Jakby miała na sobie ubraną sukienkę w kolorze zgniłego jabłka, czy coś takiego. Nauczycielka podeszła do Claudii z wściekłą miną.
- Claudia! - odezwała się w końcu kobieta. - Spóźniłaś się na lekcję, gadając z Alexem? - dodała.
- Bolała mnie noga, potknęłam się na... - zaczęła dziewczyna, ale nauczycielka jej przerwała.
- Tylko nie wymyślaj, dosyć wymówek! Dostajesz trójkę z zachowania. Dałabym Ci jedynkę, ale nie będe, aż taka surowa.
Ale nagle Nicole zawołała.
- Pani, ona ma rację. Potknęła się na korytarzu o plecak Camila, a ja jej nie pomogłam.
- Nicole, czemu nic nie powiedziałaś? Wiesz, chyba to Tobie dam tą trójkę. - rzekła nauczycielka.
- To niczyja wina, proszę mi wybaczyć. Róbmy kartkówkę, okej? - próbowała się bronić Nicole.
- Hmm... No dobrze, ale jeśli kłamiesz nie ujdzie Ci to na sucho.
Claudia odetchnęła z ulgą. Nicole jednak była przyjaciółką i to jaką! Na przerwie pogadały w tajemnej kryjówce o Alexie. Ten cały dzień był niezwykły. Po lekcjach Claudia zadzwoniła do Alexa. Nie odbierał. W tym momencie dziewczyna przypomniała sobie, że mówił o tym, że jest chory. Zabrała się do lekcji, a potem do głowy przyszła jej myśl. "Ta szkoła, nie jest, aż taka zła, jak myślałam."
Subskrybuj:
Posty (Atom)