niedziela, 5 czerwca 2016

Głowa zdrowa, i deskorolka kolorowa!

- Jesteś zdrowiuteńka! Główka nie potrzebuje już tych bandaży, ściągamy je! - zarządziła z samego rana po operacji znajoma Pani Doktor.
- Wspaniale! W końcu, po tygodniu wrócę do szkoły i pojeżdżę na rolkach! - ucieszyła się Claudia.
- O nie, nie. Żadnych rolek, deskorolek czy rowerów. Bo jeszcze znów uszkodzisz głowę i pozamiatane! - zabroniła surowo doktorka.
- Ale aktywność fizyczna to podstawa! Nie będę mogła ćwiczyć na W-F? - zmartwiła się Claudia.
- Na razie nie. Niech minie tydzień, dwa potem będziesz miała na to pozwolenie.
- Za tydzień, dwa zapewne mnie tutaj nie będzie. Wrócę do Liverpool. A wuefistka, to najlepsza pani w szkole! - oburzyła się dziewczynka.
- Nie zabraniam Ci się spotykać z wuefistką, zabraniam męczących treningów czy niebezpiecznych jazd jak i biegania.
Claudia w milczeniu opuściła z mamą szpital, i od razu z domu dziadków wzięła plecak, po czym pojechała do akademika. Zobaczyła czwartoklasistów z czwartej b  siedzących na murze z deskorolkami.





Na górze z lewej, Michael, Mary
Na dole z lewej, Danielle, Patrick, Isabel, Kate i Lucy


Michael zaczął od razu dokuczać idącej Claudii. Dziewczyna starała się nie przejmować tym "dzieckiem". Isabel i Kate od razu zeskoczyły z murka i ucieszyły się niezmiernie na widok dziewczyny.
- Claudia nareszcie jesteś! Pojeździsz z nami na desce? - błagały dziewczynki machając deskorolkami przed oczami Claudii.
- Isabel... Kate... Z wielką chęcią pojeździłabym, ale dostałam zakaz od lekarza. Chcę wam powiedzieć, dziewczynki, że za jakieś dwa tygodnie wracam do domu. Opuszczę Akademik, i na prawdę będzie mi ciężko się z wami rozstać. Mam nadzieję, że Danielle, Lucy, Mary i Patrick nie będą za bardzo tęsknić. Nie chcę was rozpraszać, macie przecież egzaminy. - powiedziała z przykrością Claudia patrząc na smutne miny dziewczynek.
- Zapomniałaś o Michaelu. - wtrąciła Kate.
- Michael? Zawsze myślałam, że on mnie nie lubi. Przecież mi dokucza. Dziewczyneczki?
- Michael? On jest Twoim największym fanem! Świetnie jeździsz na fiszce! On Cię uwielbia! Każdemu dokucza, zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. - wytłumaczyła Mary schodząc z muru.
- Och... Jak mi będzie was brak... - Claudia się rozpłakała.
- Będzie Ci nas brak? Nie wygaduj bzdur, nie znamy się nawet miesiąc. Otrząśnij się, jeszcze będzie okazja na pojeżdżenie na desce. - pocieszał Patrick, a z tyłu stała nieśmiała, kręcono włosa Danielle.
Wszystkie dziewczynki pobiegły po coś do szkoły, chłopaki schowali się za murem. Claudia niezbyt wiedziała o co chodzi, bała się czy za chwile nie będzie lekcji. Dzwonek, o jeny. Claudia założyła na plecy plecak, weszła do szkoły. Nicole siedziała w kącie płacząc. To wszystko nie miało sensu. Dziewczyna podeszła do płaczącej i zauważyła, że Nicole ma na ręce mocną ranę, ze śladami psich zębów.
- Boli, boli... Pomóż.. Claudia... - paplała Nicole.
Claudię na widok krwi ogarniała słabość i zawroty głowy. Zamiast udzielać pierwszej pomocy dziewczynie zawołała pielęgniarkę, która podziękowała Claudii za informację. Kobieta zaczęła profesjonalnie owijać rękę gazą, i zadzwoniła po lekarza ze szpitala, aby opatrzył rękę dziewczynki i sprawdził, czy na pewno do jej organizmu nie wdarły wirusy wścieklizny.
- Zostań ze mną na chwilkę, Claudia, dobrze? - spytała pielęgniarka.
- Tak, ale teraz matematyka. Pani będzie się złościć, że nie jestem na lekcji.
- Spokojnie, zwolnię Cię z tej lekcji. A teraz do rzeczy. Jak się czujesz? Mam nadzieję, że pielęgniarki i lekarze ze szpitala dobrze się tobą zajęli po upadku.
- Tak, byli bardzo mili, zwracali uwagę na każde złe samopoczucie, było dobrze. - odpowiedziała Claudia dość poważnym tonem.
- W ogóle dostrzegłam, iż przyjaźnisz się z grupką dzieciaków z czwartej b. Przyjemnie jest mieć przyjaźnie między klasowe, prawda? - dopytywała kobieta.
- Tak, najbardziej lubię Isabel i Kate. To dwie cudowne dziewczynki, które nauczyły mnie jeździć na deskorolce.
- Pamiętaj, że każdy kto uczęszczał do tej szkoły, może przychodzić po lekcjach na nasze podwórko i rozwijać stare znajomości. Zapraszamy Cię, jak już będziesz chodziła do High School.
- To za daleko, nie jestem z Londynu. Ale dziękuję za dobre chęci.
- Oj, nie wiedziałam. Przykro mi, że nie będziesz mogła tu przychodzić. - westchnęła pielęgniarka, chcąc chociaż raz rozweselić dziewczynkę.
- Jakoś się tym nie martwię. Oczywiście bardzo polubiłam Akademik, ale wydaje mi się, że nie chcę tu dłużej być. W High School nie byłam taka chorowita, jak tutaj, nie wiem dlaczego. Być może Londyn mi nie służy. - mówiła również z westchnieniem Claudia.
- Też tak uważam. Wrócisz niedługo do Liverpool dumna z wspaniałego świadectwa. Jesteś niesamowitą artystką. :)  - odpowiedziała na to pielęgniarka, po czym dodała - Ja już muszę wracać do gabinetu, a potem oczywiście załatwię Ci usprawiedliwione spóźnienie na matematykę. - pożegnała się pielęgniarka.

niedziela, 15 maja 2016

Operacja głowy... I kolejne przykre zdarzenia..

Tego dnia Claudia poczuła na swojej głowie wełniane okrycie. A no tak, to przecież czapka Alexa! Zapomniała ją oddać, gdy wychodziła z samochodu taty przyjaciela. To samo było z bluzą. Przez to była cała spocona. Znowu bolała ją głowa, wiedziała, że mocno się uderzyła, i jeszcze nie raz będzie musiała znosić mocne bóle. Jednak tego dnia ból był inny niż zwykle. Przy ruszaniu ból się nasilał, raz był mocniejszy, raz słabszy... Lekko się przestraszyła i zawołała doktorkę.
- O co chodzi, Claudio droga?
- Boję się, no bo, dzisiaj tak dziwnie boli mnie głowa... - odpowiedziała drżącym głosem Claudia.
- Po uderzeniu, zapewne, kochanie. Nie ma się czym martwić.
- Ja o tym wiem, że po uderzeniu będę miewała bóle, ale dzisiejszy jest inny, jakby coś było nie tak!
- Co to znaczy nie tak? Jeśli naprawdę chcesz mieć pewność, że wszystko jest w porządku, zabiorę Cię na prześwietlenie. I zdejmij tą czapkę!
- No dobrze, pójdę na to prześwietlenie. Niepokoję się, że wynik nie będzie dobry...
- Oj, nie bądź hipochondryczką! Chodź, idziemy! - rzekła doktorka ściągając Claudii czapkę.
Claudia wstała, wsunęła stopy do kapci,  i podążyła za lekarką do sali prześwietleń.
- Tutaj Cię zostawiam z doktorem, Panem Krzysiem. Zrobi Ci profesjonalne prześwietlenie, Claudio. Ja idę do pozostałych pacjentek.
- Ok, mam nadzieję, że wszystko jest w najwyższym porządku..
- Na pewno. Do widzenia Panie doktorze! - pożegnała się Pani doktor.
- Do widzenia! - odkrzyknął doktor po czym zwrócił się do pacjentki:
- No co? Robimy to prześwietlenie? Wytłumacz mi co się dzieje, że chcesz je zrobić.
- Otóż, dziś wyjątkowo inaczej boli mnie głowa. Chciałabym sprawdzić czy wszystko jest dobrze.
- Jesteś bardzo rozsądną dziewczynką. Kiedy coś się dzieje zgłaszasz to specjaliście, co jest bardzo mądrym zachowaniem. Dbasz o swoje zdrowie i życie. Naprawdę, dumny jestem z takich dzieci. - pochwalił uroczyście doktor przyglądając się z podziwem bladej twarzy dziewczyny.
- Dobrze, już dobrze... Dziękuję. Chciałabym już zacząć, bo mocno mi bije serce ze stresu... - powiedziała Claudia w pośpiechu.
- Dobra, zaczynamy. Uwaga, będzie oślepiające światło, więc dla dobra własnego wzroku przymknij oczy. Rentgen obejrzy twoją głowę, a na ekranie pojawi się czaszka. Przyjrzę się jej i sprawdzę czy wszystko się w porządku. - rzekł lekarz, po czym włączył urządzenie. Claudia gwałtownie zacisnęła powieki w obawie, że może się jej uszkodzić wzrok. Usłyszała głuchy szum i poruszający się nad jej głową rentgen. Minęło pięć minut, i pan Krzysztof wyłączył sprzęt.
- Możesz już otworzyć oczy. - szepnął słabo.
- I jaka diagnoza? - spytała dziewczynka tonem jakby nie usłyszała słabego głosu doktora.
- No cóż, możesz wrócić do swojej sali. Diagnozę omówię z chirurgiem. - odpowiedział pan Krzyś.
- Chirurgiem? Co mi jest? O mój Boże! - zawołało przerażone dziecko.
- Spokojnie moja droga, nie jest tak źle. - uspokoił doktor. Claudii zaczęło się kręcić w głowie, po chwili zaczęła padać z nóg. Lekarz na szczęście w porę złapał ją.
- Ona ma słabą psychikę... - rzekł gdy w drzwiach sali prześwietleń pojawiła się doktorka.
- Co jej jest? Czy to coś poważnego?
- Nie, ale to nie zmienia faktu, że będziemy musieli przeprowadzić operację. Najlepiej już dziś, aby bóle głowy nie męczyły jej w nocy. Na początku musi ochłonąć i pogodzić się z rzeczywistością konieczności przeprowadzenia operacji. Krótka drzemka i relaks dobrze jej zrobi. Może także posłuchać czytanych książek, to uspokaja i usypia. Może pani jej poczyta bajki?
- Ja? Pani Irmin jest opiekunką do dzieci i pediatrą, zapewne ona umie czytać.
- Ale ona nie zna Pani Irmin, zna panią, ufa pani i na pewno najchętniej będzie słuchała pani!
- Myślisz doktorze? Dobrze, ostatecznie się zgadzam. Ale nie mam barwnego głosu co pediatra, Panna Irmin.
- W porządku, to nie ma znaczenia. Claudia leży w łóżku w pokoju. Ja mam kolejnego małego pacjenta, Alexandra, więc muszę kończyć pogawędki z panią. Do zobaczenia!
- Cześć, doktorku! - pożegnała się żartobliwie kobieta machając dłonią na pożegnanie panu Krzyśkowi. Poszła w kierunku sali Claudii i zobaczyła dziewczynkę ukrytą pod kocem
- Co ci jest? Płaczesz? - spytała troskliwie słysząc ciche pochlipywanie.
- Ze mną już koniec.. - zachlipała dziewczynka smutnie.
- Co się dzieje? Źle się czujesz? - zapytała znów doktorka.
- Źle to za mało powiedziane! Czuję się okropnie! - powiedziała Claudia trochę głośniej.
- Co ci dolega? Masz gorączkę? - powtórzyła Pani doktor odruchowo dotykając czoła Claudii.
- Nie wiem, już na prawdę nie wiem, co mi jest... - rzekła płaczliwie dziewczyna.
- Gorączki na szczęście nie masz... Coś cię boli?
- Głowa... Nadszedł kres! A wszystko przez głupi egzamin kwalifikacyjny! - Claudia zaczęła głośno i smutno płakać.
- O czym ty mówisz? Jaki znów kres? Poczytać ci? - doktorka chciała zmienić temat.
- Mój kres! Rozbicie głowy, operacja! - dziewczyna coraz głośniej krzyczała.
- Wiesz już o operacji? Skąd się dowiedziałaś? No cóż, mniejsza z tym. Poczytam ci książkę. Mówię ci, będzie ona bardzo ciekawa! - doktorka już na prawdę musiała zmienić temat.
- Nie chcę słuchać bajek! Nie chcę doznawać już żadnych przyjemności przed moim końcem!
- Co o ty opowiadasz dziecko? Przeżyjesz, będziesz miała mnóstwo dzieciaków, będziesz patrzeć, jak dorastają. Umrzesz jako stara babcia we własnym ciepłym łóżku.  *cytat Jacka Dawsona z filmu Tytanic*.
- Rozumiem... Idę na operację! Będę żyć!









czwartek, 21 kwietnia 2016

Odwiedziny Nicole i jeden z lepszych dni.

Tego dnia Claudia czuła się lepiej niż zwykle. Do jej sali wkradł się promień słońca, a ukochana mama już stała w drzwiach z upominkami. Dziewczynka nie myślała dziś o zabandażowanej głowie, ani o różnych dziwnych sprzętach do których jest podłączona. Uśmiechnęła się szeroko na widok tak bliskiej osoby.
- Witaj kochanie! Kupiłam Ci dwie nowe książki, które zapewne Ci się spodobają, oraz laleczkę. Dobrze wiem, że wyrosłaś z lalek, ale ta jest wyjątkowa. Ma piękne kasztanowe włoski i błękitne oczka. Ma swój urok, a ty bardzo lubisz urocze rzeczy. - rzekła mama uradowana.
- Och mamo, ile radosnych słów wypowiedziałaś! Myślę, że ten dzień będzie udany! - odpowiedziała szczęśliwa córka.
- Chcę, abyś w szpitalu miała jak najwięcej szczęścia. Powiem Ci też równie wspaniałą nowinę, otóż Nicole dzisiaj Cię odwiedzi! Jej mama już się nie gniewa, gdyż zrozumiała, że nie zaraziłaś jej córki.
- Ech, nie byłabym pewna, że to aż tak wspaniała nowina. Nicole ostatnio chodzi z jakąś nową dziewczyną, sądzę, że zostaną one najlepszymi przyjaciółkami, a o mnie zapomną.
- Na prawdę? No cóż, możemy odwołać odwiedziny, jeśli chcesz. Nie chcę, abyś zaznała dzisiaj jakichkolwiek przykrości.
- Ależ nie, chcę bardzo! Tak ponury i zniszczony jest ten szpital, jakaś znajoma osoba rozświetli to miejsce!
- No dobrze, więc Nicole przyjdzie. Ja córeczko już idę, będę około czternastej po południu, zaś o piętnastej zawita Cię koleżanka. Poczytaj sobie książki i pobaw się lalką! Za pół godziny przychodzi pielęgniarka ze śniadaniem! Mogą Cię też odwiedzić dzieci ze szpitala. Pa, pa! - pożegnała się mama.
- Pa mamuś! - odpowiedziała trochę zmartwiona pożegnaniem Claudia.
Sięgnęła po komórkę i postanowiła, że zadzwoni do nowej koleżanki poznanej w szkole. Była nią mianowicie Gabrielle Thomas. Roześmiana, promienna twarzyczka i blond włosy. Wpisała numer koleżanki i zadzwoniła.
- Cześć! Jak tam w szpitalu, Claudia? Mam nadzieję, że czujesz się dziś dobrze!
- Tak, dobrze!
- Dlaczego toż taka zmartwiona? Och wiem, tęsknisz za szkołą... Nie martw się, niedługo się spotkamy.
- Nie o to chodzi, Gabi. Dziś odwiedza mnie Nicole, ale nie wiem, czy dam z nią radę wytrzymać. Ostatnio zakolegowała się z nową uczennicą, i zmieniła swój promienny charakter, na odrzucający. Na pewno będzie cały czas gapiła się w komórkę i pisała z tą nową. I zamiast miło spędzić czas, zmarnuje czas...
- Ech, nie przesadzaj, Claudia! Jakoś się dogadacie! Chciałabym przyjść do ciebie do szpitala, ale jadę dziś do cioci na urodziny.
- Fajnie, że przynajmniej mam Ciebie, Gabrielle. Będziemy w kontakcie, ok? Bo ja muszę kończyć, przychodzą pielęgniarki ze śniadaniem, chociaż miały być dopiero za pół godziny. No to cześć!
- Pa!
Dziewczynka odłożyła telefon i spojrzała z krzywą miną na śniadanie. "Wstrętne ohydztwa" - tak, by to określiła jej mała kuzynka Malinka. Z niechęcią wzięła do ręki sztućce, a po chwili nóż wbiła w kotlet. Nieprzyjemny w smaku i ciężki na żołądku. Zjadła odrobinę, a potem odłożyła nóż oraz widelec, i odsunęła talerz od siebie. "Tak to się jada w szpitalach" - pomyślała.
Wnet do jej pokoju wpadła pielęgniarka, ciocia Eva. Była dość spięta i zdenerwowana, w ręku trzymała list od kogoś. Wręczyła go dziewczynce siedzącej na łóżku i szybko uciekła. Zdziwiona Claudia delikatnie rozerwała kopertę i wsadziła rękę do środka. Wyjęła z koperty pocztówkę od Maggie, zaginionej siostry. Maggie zginęła dawno temu, gdy Claudia miała zaledwie pięć lat. Matka wiele razy opowiadała jej historię zaginięcia siostry, jak pojechała na Zieloną Szkołę i już z niej nie wróciła. Rodzice dziewczynek bardzo długo rozpaczali, aż zrozumieli, że dziecko zginęło na dobre. A tu nagle Claudia otrzymuje pocztówkę od Maggie? Z letniego, pięknego kraju. Prawdopodobnie są to Włochy Italia. Siostra w pocztówce napisała:
"Cześć moja ukochana siostro! Rodzice zapewne myśleli, że zaginęłam na dobre, jednak się mylili. Pewien włoski patriota, zabrał mnie ze sobą do swojego rzymskiego domu. Mam tam schronienie, pożywienie i dostęp do toalety. Człowiek ten ma również słodką suczkę, Lily. Na prawdę tęsknię za Tobą, i za rodzicami też. Myślę, że jak tego Pana poproszę, zawiezie on mnie do domu przynajmniej na kilka tygodni. Chciałabym zobaczyć jak ty, mama i tata się zmieniliście. Pozdrawiam serdecznie,
Maggie."
Cudownie było przeczytać list od swojej ukochanej siostry. Już było wiadomo czemu ciotka Eva tak się przejęła. Tylko w jaki sposób pocztówka trafiła tutaj - do szpitala? Była przecież zaadresowana nie do Londynu lecz do Liverpool, w którym znajdował się jej rodzinny dom. Widocznie tata, który został w domu przesłał pocztówkę do Claudii. Trudno było pogodzić się z myślą, że Maggie przyjedzie do domu, w którym będzie sam tato. Claudia bardzo pragnęła wyściskać się z tak zapomnianą przez wszystkich siostrą. Zobaczyć te kasztanowe włosy i brwi, błękitne oczy... A w szczególności radosny uśmiech starszej siostry. ♥ Westchnęła głęboko i postanowiła, że się trochę przejdzie po szpitalu. Wstała, ale coś ją zatrzymało. Była to blada, chuda twarz. Dziewczę chorowało, wymiotowało i chciało zaprzyjaźnić się z Claudią. Zdziwiona dziewczyna zapytała łagodnie:
- Kim jesteś, kochanie? Widać jesteś ciężko chora... Co Cię do mnie sprowadza?
- Otóż podobno jesteś ekspertką od szpitali. A ja się bardzo nudzę, znasz może jakieś zabawy, w które można się bawić będąc w szpitalu? - uśmiechnęło się blado nieznane dziewczę.
- Ja? Ekspertka? O nie, nie, widać z kimś mnie pomyliłaś. Widzisz, ja nie jestem stąd i w ogóle.
- Nie mogłam się pomylić! To ty! Na pewno! Dziewczyna, która nawet pobyt w szpitalu potrafi przekształcić w miły czas! - upierała się przy swoim dziewczynka.
- Może i potrafię, ale ekspertem to ja nie jestem. Słuchaj, możemy się pobawić w siostry, dobrze?
- Dobrze, a jak masz na imię? Ja Samantha.
- Ja zaś Claudia, miło Cię poznać Samantho.
Dziewczęta pysznie się bawiły w siostry. Claudia i Samantha stały się dobrymi koleżankami. W ten sposób umilił im się czas. W końcu nadeszła godzina czternasta czyli ponowne odwiedziny mamy. Córka opowiedziała jej o poznaniu Samanthy, i innych przyjemnościach dzisiejszego dnia. Najbardziej jednak cieszyła się z pocztówki od Maggie. Mama została z córeczką aż do godziny piętnastej, kiedy miała przyjść Nicole. Dziewczyna weszła do sali Claudii stukając w telefon. Tak jak to podejrzewała Claudia.
- Czego chcesz Nicole? Przychodzisz do mnie zapewne pisząc z nową najlepszą przyjaciółką. W takim wypadku wolę być sama niż czekać, aż w końcu skończysz swoje pogawędki, które z tego co podejrzewam będą trwały całe godziny. Nie możesz na chwilę skończyć? Widziałaś się z nią dzisiaj w szkole, a ze mną nie.
- Ech, jesteś nudna. Ona to przynajmniej ma sensowny temat do rozmowy, nie to co ty..

czwartek, 7 kwietnia 2016

Sprawdzian plastyczny, czy egzamin opatrzności?

Dzisiejszego dnia w szkole miał się odbyć test. Wszyscy uczniowie o tym rozmyślali, czując, że niezbyt dobrze im pójdzie, drudzy z kolei powtarzali materiał, gdyż niczego się nie uczyli w domu. Jedyna Claudia nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wielki egzamin ją tego dnia czeka. Na luzie chodziła po szkole, to do biblioteki poczytać książkę, to na boisko pograć w koszykówkę. Sprawdzian był zapowiedziany podczas choroby Claudki i nie wiedziała o nim nic a nic. Pewnie myślicie, iż Nicole powinna jej o tym powiedzieć, lecz w postaci "zemsty" za zarażenie jej chorobą postanowiła, że nie powie o egzaminie ani słowa. "Plastyka jest i tak banalna" - myślała. Mimo to jednak cały czas czytała różne rozdziały książki plastycznej. Grafika, faktura, perspektywa... Nadeszła dla wielu uczniów "czarna godzina" czyli rozpoczęcie sprawdzianu. Na sali gimnastycznej ustawiono ławki, i pokój ten był wyjątkowo inny, niż zwykle. Nauczyciele poszli do poszczególnych klas zaprowadzić uczniów na salę. Kiedy Claudia ujrzała srogi wyraz twarzy wychowawczyni mówiącej "Idziecie na test!" o mało nie zemdlała. Większość dzieci na chwiejnych nogach wyszło z klasy. Innym kręciło się w głowach, a jeszcze inni udawali, że są chorzy, aby tylko uniknąć dzisiejszego stresu. Najbardziej dobrodusznej nauczycielce - matematyczce zrobiło się ich nieco żal, iż muszą się tak stresować z powodu testu. Najbardziej stresowała się Claudia. Czuła, jakby miała nogi z waty, strasznie bolała ją głowa, i chwiała się na nogach.
- Czy ty dobrze się czujesz, wyglądasz blado i niewyraźnie? - zdziwiła się matematyczka podchodząc do Claudii.
- Jest dobrze, strasznie boli mnie głowa, ale to ze stresu. W ogóle, nie wiedziałam o tym sprawdzianie nic a nic, nie wiem kiedy był zapowiedziany, ale w każdym razie nikt mi o nim nie powiedział... - wypaplała dziewczynka słabym i plątającym się głosem.
- Mam nadzieję, że nie jesteś znowu chora... - zmartwiła się nauczycielka. - Naprawdę? Nie wiedziałaś o najważniejszym egzaminie w całym roku szkolnym? No cóż, musisz go napisać. Poprawka będzie w sierpniu na wakacjach. Możesz wtedy przyjechać do szkoły i poprawić ten test...
Lecz kobieta nie dokończyła, gdyż Claudia blada jak papier zemdlała. Uderzyła się mocno w głowę o podłogę, i utraciła przytomność. Matematyczka przerażona sytuacją natychmiast wezwała pielęgniarkę szkolną, która uznała, że jedynym wyjściem jest zawiezienie dziecka do szpitala. Jednak nie było czasu wzywać mamę Claudii. Nauczycielka więc zadzwoniła po karetkę. Pogotowie znajdowało się blisko szkoły, więc przyjechało w kilka minut. Załadowało do pojazdu nieprzytomną dziewczynę, i pojechało do szpitala. Tego ponurego, strasznego miejsca, z odrapanymi ścianami. Claudia obudziła się dopiero po sześciu godzinach. Znajdowała się w łóżku szpitalnym podłączona do różnych sprzętów. Obok siedziała mama patrząc z troską na córkę.
- Co mii się stało? - wymajaczyła niewyraźnie dziewczynka.
- Niestety, zasłabłaś w szkole. Uderzyłaś się mocno w głowę i straciłaś przytomność. - westchnęła mama.
- Znowu jestem chora? - rzekło dziecko płaczliwym głosem.
- Ależ nie, zbytnio się zestresowałaś testem. Sama nie wiedziałam, że dzisiaj będzie ten sprawdzian...
- Jak długo muszę tutaj zostać? - spytała już uspokojona Claudia.
- Około tygodnia. Jesteś zbyt słaba, aby chodzić do szkoły.
- Kolejny tydzień zmarnowany. Czemu nie mogę w pełni cieszyć się akademikiem?
- Życie nie jest bajką, kochana. Musisz się wysypiać i odpoczywać.
Nagle do pokoju weszła pielęgniarka mówiąc "koniec odwiedzin, trzeba wychodzić".
Mama pożegnała się z córką, delikatnym uśmiechem. Córka została w sali, jednak po chwili zasnęła czując zmęczenie. Życie nie jest bajką - to fakt.
Po ciężkiej godzinie jednak zbudziła się gwałtownie. Przyśnił jej się sen przedstawiający śmierć Alexa. Czuła, że za chwilę utonie we własnych łzach, jednak tak się nie stało. Opanowana, na chwiejnych nogach, wstała z zimnego łóżka odłączając się od różnych sprzętów, i wyszła z sali. Postanowiła, iż pobiegnie do swojego przyjaciela, gdyż czuła rosnący w zawrotnym tempie niepokój, bo nigdy nie wiadomo czy sen czegoś nie zapowiadał. Nie zważała na lekkie odzienie, nie zważała na brak odpowiedniego obuwia, a tym bardziej nie zważała na to, że wszyscy pacjenci w szpitalu przyglądali się jej ze zdziwieniem i przerażeniem. Wybiegła z budynku szybko, wiedziała dobrze, że jak nie znajdzie Alexa umrze z niepokoju i strachu. Zobaczyła Nicole wraz z inną nieznajomą dziewczynką. Śmiały się i rozprawiały jak gdyby nie ujrzały Claudii. Trzęsącej się i zimnej, patrzącej na zdradę przyjaciółki. Tyle przykrości ją dzisiaj spotkało. Jednak w porę ocknęła się i kontynuowała misję pt. "Śledztwo, zaginiony Alex". Nigdy nie była u niego w domu więc uznała, że dobrym miejscem poszukiwań jest teren szkoły. Biegła co sił w nogach potykając się co chwila. W końcu przed sobą ujrzała szkołę. A z niej właśnie wychodził Alex. Cały i zdrowy trzymając na ramieniu plecak szedł właśnie do domu. Claudia poczuła, że musi się z nim przytulić. Chciała uczcić to, że sen okazał się wynikiem stresu i przemęczenia, oraz czarnych myśli w głowie. Podbiegła i objęła go mocno. On, dość zdziwiony również objął towarzyszkę. Najbardziej się zdziwił, że jest ona jedynie ubrana w cienką koszulę nocną i szpitalne kapcie. Założył na nią swoją bluzę, a na owiniętą bandażami głowę wełnianą czapkę. Dziewczyna poczuła kojące ciepło jak gdyby leżała teraz w swoim przytulnym domowym łóżku. Zostawał niestety powrót do szpitala. To nie okazało się jednakże problemem. Ojciec Alexa podwiózł Claudię. Po podjeździe pod budynek dziewczyna podziękowała i uchyliła drzwi. Przeszła kilka niezdarnych kroków i weszła do szpitala. Tam bez żadnych przeszkód wróciła do swojej sali, swojego łóżka i zasnęła....

wtorek, 8 marca 2016

Wizyta nowego przyjaciela... A może jej brak?

W tym rozdziale postanowiłam, że nie będe mówiła o przeciętnym dniu w Akademiku. Raczej o polekcyjnej wizycie nowego przyjaciela. Chyba wiadomo o kim mowa... Oczywiście o Alexie. Niby Claudia w dawnym High School prawie z nim nie rozmawiała, ale teraz w Akademiku się nieco do siebie zbliżyli. Kolejny plus nowej szkoły! Dziewczyna westchnęła, że za niecałe półtora miesiąca, będzie musiała wrócić. Rzecz jasna cieszyła ją myśl, że zobaczy Simone, Elizabeth, Rosalie i inne przyjaciółki, ale Akademik także wydawał się wspaniały. Mimo, że wcześniej, w chorobie uważała go za okropne miejsce. Po powrocie ze szkoły Claudia od razu zadzwoniła do Alexa. Wpisała numer, który podała jej Nicole i kliknęła ikonkę z telefonem. Po kilku minutach dziewczyna usłyszała dziwny głos.
- Kto mówi? Słucham.
- Claudia. Czy to ty Alex?
- Alex jest chory, zapytam się czy może porozmawiać z Tobą. - odpowiedział głos.
- W porządku. - odrzekła Claudia.
Po chwili usłyszała zakatarzony, lecz znajomy głosik.
- Cześć Claudia, ech jestem chory i źle się czuję...
- No to wracaj do zdrowia.
- Dzięki. Chciałbym Cię odwiedzić, to by mi dodało trochę otuchy i humorku.
- Zapraszam! - krzyknęła z wielką radością dziewczyna czując, że właśnie tego pragnęła.
- Ale nie chcę Cię zarazić. Może kiedy indziej.
- Proszę, dla Ciebie mogę znieść każdą chorobę. - przekonywała Claudia błagalnie.
- Nie, na prawdę to nie jest dobry moment na odwiedziny. - mówił Alex.
- No dobra, nie będe się z Tobą sprzeczać... Masz w zasadzie rację...
- Jak wieczorem poczuję się lepiej, zadzwonię i się umówimy. Obiecuję. - powiedział chłopak, by rozweselić Claudię.
- Okej. No to w takim razie do zobaczenia! - zakończyła Claudia, trochę weselszym tonem.
- Pa!
Nie wiedziała co za bardzo teraz porobić. Czuła radość i jednocześnie rozbicie, bo wolałaby spotkać się z Alexem od razu. Ale okej, jak mus to mus. Uchyliła drzwi balkonu w pokoju babci (dla przypomnienia napiszę, że podczas pobytu w Londynie, dziewczyna zamieszkiwała londyński dom dziadków) i zaczęła się wpatrywać w ogródek pełen niesamowitych kolorów. Wyobrażała sobie, iż był to zarys wspólnych chwil Claudii i chłopaka. Patrzyła w ogród jak zahipnotyzowana, ale babcia zajrzała do pokoju i zawołała.
- Nie wiedziałam, że aż tak podoba Ci się mój ogród! Dziękuję Claudio.
- Ależ tak, jest bardzo ładny. Podoba Mi się. - mówiła dziewczyna zakłopotana. Tak na prawdę, nie chodziło o ogród. Zamknęła drzwi balkonowe i wyszła z pokoju. Postanowiła poczytać trochę. Jej ulubioną książką była "Ania z Zielonego Wzgórza". Lubiła też książki z serii "Magiczne Drzewo" i wiele innych. Jej mama Josephine mówiła żartobliwie do córki "Claudio, ty nie czytasz tych książek, lecz je wprost pożerasz!". Faktycznie Claudia bardzo szybko czytała książki, ale to zależało od tematu danej lektury. Nie przepadała za "Harry'm Potter'em" i innymi w tym stylu. Simone zawsze ją do takich przekonywała, ale z reguły jej się to nie udawało. Claudia ich nie lubiała i już. Nigdy przedtem w tej opowieści nie pisałam nic o ogólnym charakterze i wyglądzie głównej bohaterki. Więc tak, Claudia była osobą rezolutną, miała dobre oceny, lecz z matematyką szło jej trochę słabiej. Większość czasu od początku podstawówki, spędziła z Simone. Stały się one najlepszymi BFF (Best Friends Forever, ang. Najlepsze przyjaciółki na zawsze) już w pierwszej klasie. Oprócz rezolutnością darzyła się również troskliwością. Gdy ktokolwiek był chory lub zraniony już chciała tę osobę odwiedzić i poprawić jej nastrój. Oczywiście miała też nieco gorsze cechy - wady np. lenistwo i długie przesiadywanie przed komputerem czy smartfonem. Była szatynką, ale nie miała, aż tak mocnych, brązowych włosów. Standardowe błękitne oczy, a nad nimi brwi w kolorze włosów. Roześmiana i zarumieniona twarz. Dobrze, kontynuujemy rozdział.
Claudia siegnęła do starej biblioteczki z książkami babci, gdzie znajdowały się jej ukochane lektury. Zaczęła wszystkie przeglądać, nie mogąc się zdecydować, którą wybrać. W końcu wzięła "Mary Poppins" - jedną z książek dzieciństwa. Nie biorąc kolejnego tchu zaczęła czytać na głos. Mama Josephine zaglądnęła do pokoiku, patrząc z podziwem na córkę. Książki zawsze potrafiły poprawić córce humor, zresztą jej też. Matka wsłuchiwała się w bajkę jak dziecko. Nie minęły dwie godziny, a książka była przeczytana. Dla Claudii ten czas minął jak około trzydziestu minut. Opowieść była wciągająca. Odłożyła książkę na łóżko i z westchniem popatrzyła na komórkę. Była dopiero 15:12, więc jeszcze długo do wieczora. Może przedzwonienie do Nicole, poprawiło by jej nastrój? Sięgneła po telefon, po czym kliknęła zdjęcie Nicole. Przyłożyła komórkę do ucha. Po długim czekaniu w końcu usłyszała kogoś w słuchawce. Nie była to przyjaciółka, lecz ktoś, kto na pewno był dorosły. W tle słychać było głośny szum, a osoba biorąc głęboki oddech zaczęła.
- Nicole jest w szpitalu, do widzenia.
Po czym gwałtownie rozłączyła się. Nicole w szpitalu? Claudia zaczęła się wyraźnie niepokoić. Koleżanka była zdrowa i dobrze się czuła w szkole, a tu nagle takie coś? Nie wiedziała już co powiedzieć, w pewnym momencie pomyślała, że świat zaatakowała jakaś epidemia. Ona była chora, Alex jest chory, teraz Nicole? W szpitalu było pewnie mnóstwo wirusów i bakterii, więc wahała się trochę przed odwiedzinami przyjaciółki, w końcu jednak postanowiła, że ją odwiedzi. W końcu nie miała nic do roboty. Zjechała po poręczy schodów (w ten sposób, szybciej znajdowała się na dole), powiedziała, że jedzie do szpitala, ubrała polarową bluzę, wzięła torbę i wyszła. Mama chciała się jeszcze coś o nią zapytać, ale Claudia była już w drodze do szpitala. Dręczyło ją pytanie co się stało przyjaciółce. Przed wejściem do szpitala stała jakaś pielęgniarka i powiedziała.
- Aby wejść do szpitala należy ubrać fartuch i maskę. Inaczej nie wpuszczamy.
- Ale ja nie jestem tutaj do pracy, chciałabym odwiedzić przyjaciółkę. - odpowiedziała zakłopotona Claudia.
- To nie ma znaczenia, w szpitalu są bakterie, i żeby nie zachorować musisz ubrać maskę i fartuch.
- Ale nie mam ani maski, ani fartucha. - rzekła zmartwiona dziewczyna.
- Thalia, czyli ta pielęgniarka stojąca tam - w tym momencie kobieta wskazała palcem na panią stojącą po przeciwnej stronie - rozdaje maski i fartuchy.
- Okej. - powiedziała Claudia idąc w stronę Thalii. Pielęgniarka jakby wszystko usłyszała, bez słowa wręczyła dziecku maskę i fartuch. Dziewczyna ubrała je zwinnie i weszła do budynku. Tak dawno w tym ponurym miejscu nie była. Wszędzie biegający lekarze, co chwila jakiś człowiek jedzie na operację, i czasem też ktoś umiera. Nie wiedziała gdzie za bardzo znajduje się Nicole. Podeszła do recepcjonistki szpitalnej i zapytała.
- Powie mi pani na jakim oddziale, i w której sali znajduje się Nicole Barry?
- Zaczekaj, aha już pamiętam, Nicole dzisiaj przyjechała do szpitala i zawieźli ją na oddział, podajże pediatryczny, gdyż zachorowała na grypę, która z początku wydaje się niegroźna, tak naprawdę jest poważna i potrzebuje obserwacji. A sala to numer 132.
- Dobrze, dziękuję.
Dziewczyna ruszyła na pierwsze piętro. Dobrze wiedziała gdzie jest oddział pediatryczny. Podchodziła do każdych drzwi patrząc na ich numer. W końcu znalazła właściwą salę i po cichutku weszła. Nicole spała, a obok siedziała lekarka mierząc jej temperaturę. Była widocznie zmartwiona pokazanym na termometrze wynikiem. Dopiero teraz zobaczyła Claudię i szepnęła.
- Ona jest poważnie chora. Ma gorączkę 41 stopni Celsjusza. Podobno zaraziła się od najlepszej przyjaciółki - jakiejś Claudii Smith.
Claudia nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nicole zaraziła się od niej? Jak to możliwe, przecież Claudia przyszła do szkoły zdrowa! Teraz już niczego z tego nie rozumiała... Bez słowa wyszła z pokoju zatrzaskując drzwi. Nie miała ochoty już w ogóle się z nikim spotykać. Czuła też jak do jej oczu nadpływają łzy. Nicole cierpiała z jej winy. Weszła na klatkę schodową, jak najszybciej mogła zeszła i wybiegła z płaczem ze szpitala. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Przed budynkiem stała jej matka. Była ona dość niezadowolona. Krzyknęła z niepohamowaną złością.
- Claudio, jak tak można! Niedawno byłaś chora, i co? Idziesz z niewiadomych przyczyń do szpitala! Jeśli jutro obudzisz się z gorączką to już nie będzie mnie to obchodziło. Pojadę do pracy tak jak zwykle.
- Mamo, nie czas na sprzeczki. Nicole Barry ma poważną grypę, i mówi, że to z mojej winy! A ja przecież wróciłam do szkoły zdrowa, czyż nie tak?
- Co? Co to znaczy z Twojej winy? Nawet gdybyś ją niecelowo zaraziła, np. przez podanie sobie rąk, nie byłaby to Twoja wina. Poza tym nie mogłaś jej zarazić, gdyż jesteś już zdrowa, i podkreślam, że ty nie miałaś grypy. Jeśli ta Twoja koleżanka tak o Tobie mówi, nie wiem czy jest ona koleżanką.
- Dokładnie tak samo myślę. Cieszę się, że mnie rozumiesz, mamo. Nie wiem co robić, czemu wszystkie przykre zdarzenia kręcą się wokół mnie? - Claudia w tym momencie jest bliska kolejnego napadu szlochu.
- Tylko nie płacz, i przestań o tym myśleć. Pogadam z mamą Nicole i wszystko się wyjaśni.
- Wątpię w to, mamo. Ona jest okrutną, i surową kobietą. Widziałam na własne oczy, gdy ciągnęła córkę za jej ogniste włosy oraz była wściekła na nią z niewiadomych przyczyn.
- Są matki łagodne i matki surowe, Claudio. Mama Nicole należy do tej drugiej grupy. Lecz to wcale nie świadczy o tym, że nie kocha swojej córki i w głębi duszy nie jest dobrym człowiekiem. Rozumiesz?
- Tak. Aczkolwiek właśnie mama Nicole będzie bronić córki, nawet nie chcąc posłuchać prawdziwych wyjaśnień. Sądzę, iż będzie tak napewno.
- Skarbie, jeszcze zobaczymy. Może lepiej do niej zadzwonić? Byśmy omówiły sprawę wcześniej.
- Rób jak chcesz. Masz tu telefon. - w tym momencie Claudia podaje komórkę mamie.
Mama klika ikonę mamy Nicole. Czeka długo, aż w końcu słyszy zdenerwowany głos w słuchawce:
- No co? Twój bachor zaraził mi córkę! Masz mi jeszcze coś do powiedzenia?
- Ma Claudunia nikogo nie zaraziła. Nie miała żadnej grypy, który ma teraz Twój bachor, jak już mamy się w taki brutalny sposób odzywać.
- Tak? Podobno Claudia kaszlała specjalnie na Nicole, żeby Nicoluś była chora. Taka dobra z niej przyjaciółka?
- Kaszlała, chyba Twoja córka coś sobie wymyśliła! Daj mi ją do telefonu jeśli nie śpi.
- Zobaczysz, Josephine, że nie kłamię!
Po chwili w słuchawce mama Claudii słyszy dziecięcy głos Nicole:
- Tak? Co się stało, P. Josephine?
- Podobno mówiłaś, że Claudia kaszlała na Ciebie celowo, tak?
- Nie, nic takiego nie powiedziałam! Fałszywie mnie pani osądza!
- Do widzenia. Z waszą rodziną nie sposób się dogadać. - zakończyła rozmowę P. Josephine odkładając telefon córki na stół. Westchnęła głęboko czując, że tym razem nerwy jej puszczają, aby rozwiązać tą sytuację. Przez te wszystkie gadaniny, w końcu nadszedła godzina wieczorna, 17:00. Claudia usłyszała dźwięczną muzykę, informującą o połączeniu. To Alex! Szybko odebrała i przyłożyła telefon do ucha.
- Mam katar, apsik. Przepraszam, nie możemy się spotkać.
Claudia usłyszała w tym jednakże sztuczne kichanie. Było ciche, i dosyć dziwne. Brzmiało jakby ktoś powiedział "apsik", bez żadnego "aaa", a dopiero później "psik".
- Ej, Alex! Jesteś zdrów!
- Wcale nie! Jestem chory, tak...
- Powiedz prawdę! Zrozumiem, jeśli nie chcesz się ze mną spotkać! - krzyknęła Claudka bliska płaczu.
- Uspokój się, kochana! Masz rację, nie jestem chory, znaczy jestem, ale to tylko katar i kaszel. Właściwie wybieramy się do lekarza. Eeee, a może...
- Przestań kłamać! Wymyślasz, aby wywinąć się z wizyty! Już dużo musiałam się dziś napłakać. Proszę, abyś nie wywoływał u mnie kolejnego napadu płaczu!
- Nie płacz, ani nie szlochaj. Być może już jutro się spotkamy, a może i dziś...












sobota, 5 marca 2016

Spotkanie Alexa,

Witam wszystkich! Nie było mnie strasznie długo, ale dobrze, teraz mam czas, bo jest sobota. Nie wybrałam niczego z zaproponowanych przeze mnie wcześniej tematyk na rozdział. Myślę, że tytuł "Spotkanie Alexa" będzie okey. Więc zaczynamy!
Claudia w końcu wyzdrowiała. Nie chodziła do szkoły przez dwa tygodnie. Zawsze gdy matka posyłała ją do szkoły, Claudia wracała do domu z powodu gorączki 39 Stopni i nie tylko. Teraz była już ostatecznie zdrowa. Pożegnała się z mamą, trzymając na ramieniu torbę i weszła do budynku. Od  razu zauważyła ją Nicole, i zaczęła dopytywać "Co się stało?", "Czemu nie byłaś w szkole?". Claudia zawsze odpowiadała to samo "Byłam chora, i już". Nauczycielka chodząc zmartwiona po korytarzu nagle zauważyła Claudię i rzekła.
- O, dzień dobry, Claudio! W końcu zdrowa!
- Tak, nareszcie. Zawsze miałam gorączkę, a dzisiaj już wszystko dobrze. - odpowiedziała Claudia.
- To wspaniale! Dzisiaj mamy małą kartkówkę z rysunków. Mam nadzieję, że się nauczyłaś.
- Tak nauczyłam, bo Nicole do mnie zadzwoniła. Jesteśmy bardzo zżyte.
- No to wszystko układa się jak być powinno! Cudownie! - zakończyła Nauczycielka i odeszła.
Claudia chwyciła dłoń Nicole i obie poszły do swojej tajemnej kryjówki. Była nią piwnica szkolna, gdzie znajdowała się biblioteka. Ale do biblioteki było osobne wejście, więc nikt nigdy nie odnalazł Nicole i Claudii. Usiadły na zakurzonych schodkach i zaczęły o czymś rozmawiać. Wtem zadzwonił bardzo głośny dzwonek na lekcję. Zaczęły szybko biec, ale Claudia potknęła się o kogoś tornister i poczuła pulsujący ból w nodze. Nicole próbowała jej pomóc, ale Claudia nie potrafiła wstać. Nicole spieszyła się na lekcję, więc zostawiając przyjaciółkę pobiegła do klasy. Claudia poczuła jeszcze większy ból. Nie był to jednak ból w nodze, tylko w sercu. Nicole ją zostawiła na pastwę losu... Czekając z nadzieją, że koleżanka poszła po pomoc i zaraz tutaj przyjdzie Claudia spędziła 10 minut. Potem niestety straciła nadzieję. Spróbowała się podnieść i ujrzała kogoś o znajomej twarzy. Szedł korytarzem. Zbliżał się do niej, może mógłby jej pomóc? Tajemniczy chłopak zobaczył Claudię, po czym krzyknął zdumiony.
- Rany boskie! Czy to ty? Czekaj pomogę Ci.
Próbował pomóc wstać dziewczynie, ale ją za bardzo bolała noga. W końcu wziął ją na ręce, gdyż był o rok starszy.
- Do której klasy chodzisz, gdzie Cię zanieść? - zapytał.
- Do piątej. I, czy ty masz na imię Alex? - powiedziała nieśmiało Claudia.
- Wiedziałem, że się znamy! Tak, mam na imię Alex. - rzekł.
- To wspaniale. Alex, czy po naszym rozstaniu w szkole, zapisałeś się od razu do Akademika?
- Tak, Claudio. Ale nie gadajmy tyle, bo spóźnisz się na lekcję. - powiedział roześmiany chłopak.
- A ty... Nie masz lekcji? - dziewczyna nie mogła się powstrzymać od zadawania pytań.
- Wiesz przyszłem do szkoły, po książki do plastyki, bo jestem lekko chory. Wymiotuję. Jeszcze Cię zarażę.
- Ja dzisiaj przyszłam pierwszy raz do szkoły po chorobie. Nie zarazisz, spokojnie.
- Jesteśmy przy klasie piątej. Dasz radę wejść, no to pa! - zakończył Alex, gdy znaleźli się przy klasie.
- Paa... - szepnęła dziewczyna wchodząc do pokoju.
W klasie wszyscy na nią patrzyli ze zgrozą (?). Jakby miała na sobie ubraną sukienkę w kolorze zgniłego jabłka, czy coś takiego. Nauczycielka podeszła do Claudii z wściekłą miną.
- Claudia! - odezwała się w końcu kobieta. - Spóźniłaś się na lekcję, gadając z Alexem? - dodała.
- Bolała mnie noga, potknęłam się na... - zaczęła dziewczyna, ale nauczycielka jej przerwała.
- Tylko nie wymyślaj, dosyć wymówek! Dostajesz trójkę z zachowania. Dałabym Ci jedynkę, ale nie będe, aż taka surowa.
Ale nagle Nicole zawołała.
- Pani, ona ma rację. Potknęła się na korytarzu o plecak Camila, a ja jej nie pomogłam.
- Nicole, czemu nic nie powiedziałaś? Wiesz, chyba to Tobie dam tą trójkę. - rzekła nauczycielka.
- To niczyja wina, proszę mi wybaczyć. Róbmy kartkówkę, okej? - próbowała się bronić Nicole.
- Hmm... No dobrze, ale jeśli kłamiesz nie ujdzie Ci to na sucho.
Claudia odetchnęła z ulgą. Nicole jednak była przyjaciółką i to jaką! Na przerwie pogadały w tajemnej kryjówce o Alexie. Ten cały dzień był niezwykły. Po lekcjach Claudia zadzwoniła do Alexa. Nie odbierał. W tym momencie dziewczyna przypomniała sobie, że mówił o tym, że jest chory. Zabrała się do lekcji, a potem do głowy przyszła jej myśl. "Ta szkoła, nie jest, aż taka zła, jak myślałam."

sobota, 14 listopada 2015

Muszę Wam coś wyznać.

Kochanii muszę Wam coś szczerze powiedzieć. Nie mam kompletnie czasu na tego bloga. Nie mam narazie weny (może przez delikatną grypę, co się na Mnie uwzięła i nie poszłam w piątek do szkoły) do pisania nowych rozdziałów. Coś myślę, myślę, może opowieść z tego wyjdzie? O jakiej tematyce chcielibyście te nowe części naszej bajki? Wymienię wam tutaj kilka Moich pomysłów, za chwilę zamieszczę ankietę, w tym temacie.

  • Wielki Sprawdzian Artystyczny, przerażenie Claudii
  • Nicole okazuje się prawdziwą przyjaciółką, wspólne chwile dziewczyn
  • Wielkanoc, klasowa zabawa.
  • SkatePark, Kino i inne wypady na miasto z mamą w Londynie
  • Tutejsza nauka jest marzeniem Claudii!
To moja początkowa lista ;3  Wybierzcie sobie coś z tych tematów, albo zaproponujcie jeszcze ciekawsze i imponujące tematyki ;) Głosować możecie w ankiecie, która będzie już wkrótce na blogu.
Proszę nie hejtuj mnie jeśli moje pomysły Ci się nie podobają. Możesz jedynie zaproponować  swoje, które z chęcią zrealizuję. Dziękuję.